Szokuje Cię, ile pieniędzy pochłania mieszkanie w dużym mieście i zastanawiasz się, jakie jest najtańsze miasto w Polsce? Chcesz wiedzieć, gdzie najmniej wydasz na czynsz, media i codzienne życie. Z tego tekstu dowiesz się, które miejscowości realnie odciążą Twój portfel i dlaczego właśnie tam jest tak tanio.
Co znaczy, że miasto jest najtańsze?
To samo pytanie często zadają sobie studenci, młode rodziny i inwestorzy mieszkaniowi. Dla jednych najtańsze miasto to takie, gdzie mało płaci się za usługi komunalne, dla innych liczy się głównie koszt zakupu mieszkania albo niski czynsz najmu. W praktyce trzeba więc rozróżnić kilka rodzajów wydatków, które składają się na ogólny koszt życia.
W raportach, takich jak opracowanie firmy Curulis „Ranking wydatków mieszkańców na usługi komunalne”, pod uwagę bierze się przede wszystkim opłaty za wodę, ścieki, odbiór odpadów, czasem ogrzewanie czy komunikację. Serwisy nieruchomości, np. Otodom czy GetHome, skupiają się z kolei na cenach metra kwadratowego na rynku pierwotnym, wtórnym i na kosztach najmu. Inny obraz dają jeszcze zestawienia międzynarodowe, gdzie dochodzi poziom zarobków i ceny jedzenia.
Dla osoby, która po prostu chce mieszkać taniej, liczy się suma wielu pozycji. Dlatego warto spojrzeć osobno na: ceny mieszkań na sprzedaż, koszty najmu oraz coroczne wydatki na usługi komunalne. Dopiero wtedy widać, gdzie budżet domowy naprawdę odetchnie.
W którym mieście w Polsce najtaniej żyje się na co dzień?
Jeśli spojrzymy tylko na wydatki mieszkańców na usługi komunalne, prym wiedzie niewielki Zambrów w województwie podlaskim. Z raportu Curulis wynika, że roczne koszty opłat komunalnych wynoszą tam jedynie 1611 zł na osobę. To bardzo niski poziom, szczególnie gdy porównamy go z dużymi aglomeracjami, gdzie suma samych opłat za śmieci i wodę potrafi zbliżyć się do tej wartości w kilka miesięcy.
Drugie miejsce w tym zestawieniu zajmują Kozienice, gdzie wydatki na usługi komunalne sięgają około 1734 zł rocznie. Tuż za nimi znajduje się Rawa Mazowiecka, która awansowała w rankingu z dalszej pozycji, co pokazuje, że lokalne samorządy potrafią realnie wpływać na poziom opłat. Te trzy miasta wyraźnie odstają na plus w porównaniu z resztą kraju pod względem kosztów podstawowych usług miejskich.
Warto dodać, że tak niskie opłaty zwykle idą w parze z mniejszą skalą inwestycji, skromniejszą ofertą kulturalną czy słabszym rynkiem pracy. Dla części osób niższe rachunki są jednak ważniejsze niż nocne życie, galerie handlowe czy rozbudowana sieć biurowców. W efekcie Zambrów czy Kozienice stają się realną alternatywą dla tych, którzy chcą żyć spokojnie i taniej.
Zambrów uchodzi obecnie za najtańsze miasto w Polsce, jeśli chodzi o roczne wydatki na usługi komunalne – to około 1611 zł na mieszkańca.
Dlaczego Warszawa jest droga, ale wcale nie najdroższa w Europie?
Dla wielu Polaków to Warszawa pozostaje symbolem wysokich kosztów życia. W stolicy wynajęcie kawalerki to dziś wydatek rzędu około 2700 zł miesięcznie, a zakup mieszkania w centralnych dzielnicach jak Śródmieście, Wola, Ochota, Żoliborz czy Mokotów oznacza bardzo wysoki koszt za m kw.. W praktyce to właśnie Warszawa, obok miast takich jak Wrocław, Kraków, Gdańsk czy Poznań, tworzy polską „drogą ligę” nieruchomości.
Na tle świata sytuacja wygląda nieco inaczej. W zestawieniach międzynarodowych stolica Polski wypada znacznie lepiej niż Londyn, Paryż czy Zurych, a nawet taniej niż wiele miast Europy Zachodniej o podobnej liczbie mieszkańców. Problem w tym, że przy polskich zarobkach wysokie ceny mieszkań i usług w Warszawie są dla wielu rodzin graniczne. Dlatego osoby szukające oszczędności coraz częściej przenoszą się do tańszych miast wojewódzkich lub średnich ośrodków akademickich.
Gdzie są najtańsze mieszkania na sprzedaż?
Jeśli interesuje Cię zakup własnego lokum, najtańsze miasta w Polsce wyglądają inaczej niż w rankingu opłat komunalnych. Tutaj liczy się cena m kw. mieszkania na rynku pierwotnym i wtórnym, a także liczba dostępnych ofert. Dane z serwisów Otodom i GetHome pokazują wyraźny podział na kilka kategorii miast.
Na rynku pierwotnym, czyli wśród nowych mieszkań od deweloperów, liderem tanich lokalizacji jest Zamość. Z kolei na rynku wtórnym zdecydowanie wyróżnia się Bytom, który od lat pojawia się na szczycie rankingów najniższych cen. Osobną grupę stanowią miasta wojewódzkie o umiarkowanych stawkach, takie jak Gorzów Wielkopolski, Opole, Zielona Góra, Bydgoszcz czy Kielce.
Jakie miasta mają najtańsze nowe mieszkania?
Na rynku pierwotnym, wśród miast na prawach powiatu, szczególnie wyróżnia się Zamość. Średnia cena nowego mieszkania to tam około 4,3 tys. zł za m kw.. Trzeba jednak dodać istotny detal – na rynku jest stosunkowo mało ofert. W jednym z analizowanych miesięcy na Otodom widniało zaledwie 29 nowych mieszkań, co oznacza ograniczony wybór dla kupujących.
Na kolejnych pozycjach znajdują się Grudziądz oraz Nowy Sącz. W tych miastach ceny nowych lokali są nadal niskie, a jednocześnie liczba ofert większa niż w Zamościu. W Grudziądzu pojawiło się w badanym okresie około 159 ofert, a w Nowym Sączu ponad pięćdziesiąt. W gronie miast, gdzie wciąż można znaleźć atrakcyjne ceny na rynku pierwotnym, wymienia się też Bytom, Świętochłowice i Przemyśl, ze stawkami rzędu 6,3–6,5 tys. zł za m kw..
Gdzie kupisz najtańsze mieszkania z rynku wtórnego?
W przypadku lokali „z drugiej ręki” bezkonkurencyjny pozostaje Bytom. Średnia cena metra kwadratowego to tam około 4 tys. zł, a jednocześnie liczba ofert sprzyja kupującym. W analizowanym miesiącu dostępnych było ponad 750 mieszkań, co daje realną szansę na znalezienie ciekawego lokum w dobrej cenie.
Na kolejnych miejscach plasują się Jastrzębie-Zdrój i Grudziądz, gdzie również można znaleźć sporo niedrogich mieszkań. W Piekarach Śląskich stawka wynosi około 4,3 tys. zł za m kw., a w Wałbrzychu około 4,5 tys. zł. Ciekawym przypadkiem jest też sam Wałbrzych, który w innych zestawieniach (np. GetHome) pojawia się obok Bytomia jako jedno z najtańszych miast pod względem cen nieruchomości w ogóle.
| Miasto | Rodzaj rynku | Średnia cena za m kw. |
| Zamość | pierwotny | ok. 4,3 tys. zł |
| Bytom | wtórny | ok. 4 tys. zł |
| Grudziądz | pierwotny + wtórny | ok. 4–5 tys. zł |
Gdzie najtaniej wynająć mieszkanie?
Coraz więcej osób, zwłaszcza młodych, wybiera wynajem zamiast zakupu. Tu na mapie Polski pojawia się inny lider. Według danych Otodom najtańsze miasto w Polsce, jeśli chodzi o wynajem mieszkania, to Tarnobrzeg. Średnia cena ofertowa, niezależnie od metrażu, wynosi tam około 1100 zł miesięcznie.
Problemem Tarnobrzega jest jednak bardzo mała podaż mieszkań na wynajem. W badanym miesiącu w serwisie widniały jedynie dwie oferty. Dla kogoś, kto chce mieć realny wybór lokalizacji, standardu czy metrażu, lepszą alternatywą będą inne tanie miasta: Grudziądz, Jastrzębie-Zdrój, Chełm, Ruda Śląska oraz Suwałki.
Jak wyglądają ceny najmu poza dużymi aglomeracjami?
W takich miastach jak Grudziądz, Chełm, Ruda Śląska czy Suwałki średni czynsz wynosi około 1300 zł miesięcznie. Oferta jest też znacznie szersza niż w Tarnobrzegu – w samym Grudziądzu naliczono blisko 300 aktywnych ogłoszeń. To przyciąga osoby pracujące zdalnie, studentów lokalnych uczelni, a także inwestorów, którzy szukają tanich mieszkań z myślą o wynajmie.
Na tle najdroższych rynków najmu – Warszawy, Krakowa czy Gdańska – różnica jest ogromna. W praktyce za cenę kawalerki w stolicy da się wynająć w mniejszych miastach mieszkanie dwupokojowe, a czasem trzypokojowe. Dla rodzin z dziećmi czy par planujących powiększenie rodziny to często argument decydujący o przeprowadzce poza największe aglomeracje.
Które dzielnice Warszawy są relatywnie tanie?
Jeśli z różnych powodów musisz lub chcesz mieszkać w stolicy, a jednocześnie liczysz się z każdym wydatkiem, warto przyjrzeć się tańszym dzielnicom. Najwyższe ceny królują w centrum – na Śródmieściu, Woli, Ochocie, Żoliborzu i reprezentacyjnych częściach Mokotowa. Tam średnie kwoty za metr kwadratowy sięgają kilkudziesięciu tysięcy złotych, np. ponad 38 tys. zł za m kw. na Śródmieściu.
Znacznie rozsądniejsze stawki znajdziesz w dzielnicach położonych dalej od centrum. Relatywnie najtaniej jest na Wawrze, Białołęce oraz w Rembertowie. Tam ceny mieszkań kształtują się na poziomie około 13–14 tys. zł za m kw., a czynsze najmu są zauważalnie niższe niż w centrum. Tę przewagę doceniają m.in. studenci uczelni takich jak Akademia Sztuki Wojennej, UKSW czy Wojskowa Akademia Techniczna.
- Wawer – dużo zieleni, dojazd do centrum Szybką Koleją Miejską, niższe ceny niż w lewobrzeżnej części miasta,
- Białołęka – intensywnie rozwijająca się dzielnica z nową zabudową i sporą liczbą nowych inwestycji,
- Rembertów – kameralny charakter, bliskość terenów leśnych i akademickich kampusów,
- Wesoła i Ursus – rozsądne ceny w porównaniu z centralnymi dzielnicami i dobra komunikacja.
Dla wielu osób wybór takiej dzielnicy oznacza kompromis pomiędzy ceną, czasem dojazdu a spokojniejszym otoczeniem. W skali roku oszczędności na czynszu potrafią sięgnąć kilkunastu tysięcy złotych, co przy wyższej racie kredytu lub rosnących kosztach energii ma coraz większe znaczenie.
Jakie są najtańsze miasta dla studentów?
Studenci patrzą na koszty trochę inaczej niż rodziny czy inwestorzy. Kto dopiero zaczyna akademicką przygodę, zwykle szuka kompromisu między poziomem uczelni, czesnym (jeśli studia są płatne) a kosztami utrzymania. Wynajem mieszkania w największych ośrodkach akademickich – takich jak Warszawa, Kraków, Wrocław czy Poznań – jest coraz droższy, a stawki za pokój w popularnych lokalizacjach potrafią być dla studenckiego budżetu zabójcze.
Dlatego wielu żaków przenosi swoją uwagę na mniejsze ośrodki. Korzystne warunki najmu i niższe koszty życia oferują m.in. Gorzów Wielkopolski, Zielona Góra, Olsztyn, Toruń, Kielce, Rzeszów, Białystok, Łódź, Lublin czy Bydgoszcz. W części z tych miast mieszkania są nawet dwukrotnie tańsze niż w Warszawie czy Krakowie, przy zachowaniu przyzwoitego poziomu edukacji i oferty kulturalnej.
Gdzie studenci najczęściej szukają tańszego najmu?
Przykładowo w Białymstoku atrakcyjne są mieszkania w okolicach Rynku Kościuszki, na osiedlu Piasta czy Sienkiewicza. Lokalny rynek jest konkurencyjny, dzięki czemu łatwiej znaleźć przyzwoity standard za rozsądną cenę. W Olsztynie dużą popularnością cieszy się osiedle Kortowo z jednym z najładniejszych kampusów w kraju.
W Toruniu droższe są rejony Bydgoskiego Przedmieścia, ale już na Rubinkowie da się znaleźć tańsze lokale współdzielone przez kilka osób. Z kolei w Kielcach czy Rzeszowie studenci często wybierają osiedla dobrze skomunikowane z kampusami Politechniki Świętokrzyskiej, Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, Uniwersytetu Rzeszowskiego czy Politechniki Rzeszowskiej.
- Białystok – duży i konkurencyjny rynek najmu z szeroką ofertą mieszkań,
- Olsztyn – tanie pokoje i mieszkania w pobliżu kampusu na Kortowie,
- Toruń – możliwość tańszego najmu przez współdzielenie większych lokali,
- Kielce i Rzeszów – niższe ceny niż w największych aglomeracjach przy dobrym poziomie nauczania.
Dzięki temu studenci, którzy rezygnują z najpopularniejszych i najdroższych ośrodków, zyskują szansę na względnie spokojne życie za niższe pieniądze. Różnica w miesięcznych kosztach potrafi przekładać się na realne oszczędności, które później można przeznaczyć na kursy, wyjazdy czy pierwsze inwestycje.
Dlaczego najtańsze miasta są tak tanie?
Na koniec warto zadać sobie pytanie: dlaczego Bytom, Wałbrzych, Zamość czy Grudziądz są tak tanie, podczas gdy w Poznaniu, Olsztynie czy Szczecinie ceny nowych mieszkań przekraczają już 10 tys. zł za m kw.? Analitycy rynku, tacy jak Marcin Drogomirecki z morizon.pl i gratka.pl, zwracają uwagę na kilka czynników.
Po pierwsze, wiele z tych miast dotknął silny exodus ludności. W Bytomiu pod koniec lat 80. mieszkało około 240 tys. osób, dziś jest to mniej więcej 150 tys.. Podobne procesy dotknęły inne ośrodki silnie związane z przemysłem ciężkim w czasach PRL. Odpływ mieszkańców oznacza mniejszy popyt na mieszkania, więc ceny spadają lub rosną zdecydowanie wolniej niż w dużych metropoliach.
Po drugie, deweloperzy wolą budować tam, gdzie stawki są wysokie. Koszt materiałów budowlanych, robocizny czy projektów jest dość podobny w całym kraju. Skoro więc inwestycja w Warszawie, Gdańsku czy Krakowie przyniesie znacznie wyższą cenę za m kw., firmy wybierają duże miasta nawet mimo droższych gruntów. W efekcie w mniejszych ośrodkach brakuje nowych projektów, a lokalny rynek opiera się głównie na starszych zasobach mieszkaniowych.
Trzecim elementem jest rynek pracy. Tam, gdzie jest dużo dobrze płatnych miejsc pracy, ludzie są w stanie zaakceptować wysokie ceny nieruchomości. Z kolei w miastach z dużym bezrobociem lub niskimi płacami, nawet tanie mieszkania bywają trudne do sprzedania czy wynajęcia. To tworzy błędne koło – mało inwestycji, mało nowych miejsc pracy, małe zainteresowanie przeprowadzką, więc ceny mieszkań pozostają niskie, ale chętnych także nie ma wielu.
Tanio jest zwykle tam, gdzie ludzi ubywa – mniej mieszkańców oznacza niższy popyt, a to hamuje wzrost cen nieruchomości w danym mieście.
Dlatego najtańsze miasto w Polsce nie zawsze będzie najlepszym wyborem dla każdego. Dla jednych liczy się przede wszystkim niski czynsz czy cena metra, dla innych ważniejsze są perspektywy zawodowe, jakość usług i bogata oferta edukacyjna. Ostatecznie każdy musi sam odpowiedzieć sobie, co w życiu ważniejsze – niższe rachunki, czy więcej możliwości kosztem wyższych kosztów życia.